
| Odpowiedzialność |
|
|
|
| Autor: Sławek Grabowski | |
| 29.03.2008. | |
Dzieje się to, o czym często mówię, i o czym nie raz już pisałem.
Polacy, to naród, który gotów jest dla własnych partykularnych interesów poświęcić dobro i interes ogółu. Oczywiście nie dotyczy to nas wszystkich. Dzisiaj PiS będący taką właśnie grupą i reprezentujący marginalną część społeczeństwa – przynajmniej w kwestii przynależności do Unii Europejskiej – blokuje ratyfikację traktatu lizbońskiego, wbrew opiniom i pragnieniom zdecydowanej większości obywateli. Na dodatek używając argumentów nijak przystających do dzisiejszej rzeczywistości.Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że traktat ten został wynegocjowany przez bliźniaka prezydenta, a fakt ten okrzyknięto wielkim sukcesem ekipy Jarosława Kaczyńskiego. Prawo i Sprawiedliwość pokazuje nam dzisiaj, czym jest prawdziwa polityka i ile ma wspólnego z uczciwością, nie tylko wobec państwa i obywateli, ale nawet wobec własnego brata – prezydenta. Trudno nie odnieść wrażenia, że brat prezes przykłada do głowy bliźniaka prezydenta lufę swego małego pistoleciku, i że ten ostatni niewiele ma do gadania… Awangarda PiS nie cofa się nawet przed manipulowaniem „najważniejszą” osobą w Państwie. Poseł Kurski, autor medialnego „orędzia” pana prezydenta, w sprawie traktatu lizbońskiego, które nie tylko ośmiesza głowę państwa i samo państwo, lecz także obraża naszych ważnych partnerów politycznych i gospodarczych oraz zwykłych ludzi, poprzez bezprawne wykorzystywanie ich wizerunków w kontekście eurosceptycznymi homofobicznym. Poseł Kurski twierdzi obecnie, że prezydent nie wiedział co będzie na zdjęciach wykorzystanych w orędziu, a scena z Angelą Merkel mu (prezydentowi) się nie spodobała. Montując w taki sposób wystąpienie prezydenta ośmiesza go po trzykroć. Po pierwsze, orędzie to jest niezwykle kosztowne z politycznego punktu widzenia; po drugie, sugerując, że prezydent nie wiedział, co pojawiać się będzie w tle; po trzecie wreszcie, dając w ten sposób dowód na to, że prezydent jest bezwolny i pozbawiony zdrowego rozsądku oraz że jest sterowany przez swego brata i jego zaufanych współpracowników. Pan Kurski wreszcie twierdzi, że ponosi wszelką odpowiedzialność za taki kształt tego kuriozalnego wystąpienia. I tu należy zadać sobie pytanie – cóż to za odpowiedzialność? Wszak słynny pisowski „bulterier” kiedyś już „ponosił konsekwencje” swej bezkompromisowości i kłamliwości, czego efektem jest dzisiejsza obecność na partyjnym świeczniku. Nie musi więc niczego się obawiać. Jakże łatwo szafować słowami o odpowiedzialności, kiedy ma się świadomość bezkarności. On jednak, podobnie jak inni jego koledzy, czuje się całkowicie bezkarny, gdyż wszystko co czyni, czyni wszak dla dobra Polski, i to... bez obrzydzenia. |
|
| Zmieniony ( 29.03.2008. ) |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|