A za prezydenta mamy s...syna Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Redaktor: Marika Przybył   
06.03.2008.
Jak mówią - jaki kraj, taki prezydent. No cóż, wychodzi na to, że kraj nasz, to jakaś niebywała ostoja "durniów" i "s...synów".

Gratuluję wszystkim, którzy przyczynili się do umorzenia śledztwa w sprawie znieważenia, rzucania najgorszych inwektyw i - powiedzmy to sobie szczerze - chamskich obelg pod kierunkiem Lecha Kaczyńskiego. Co warto zauważyć - prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Droga wolna. Bariery zniknęły. "Antykaczyści" wszystkich krajów łączcie się i plujcie na głowę swego państwa. Przykład płynie z samych wyżyn intelektualnej elity naszego kraju. Słowa wypowiedziane nie przez byle kogo, bo wychodzące z ust szanowanego, grzeszącego wręcz nadmierną kulturą i dobrym wychowaniem, wicemarszałka Sejmu Rzeczpospolitej, Niesiołowskiego Stefana, no a przede wszystkim niezłomnego, niezapomnianego, legendarnego i aspirującego do miana "Prezydenta Europy" Lech Wałęsy, który raczył nazwać obecną głowę państwa "s...synem".

Przekaz jest jasny. Politycy są do naszej całkowitej dyspozycji. Obrażajmy, kopmy, lżyjmy. Ale uwaga - ten mechanizm działa tylko w jedną ze stron, tak więc miejmy się na baczności, którego polityka krytykujemy. Kaczory - tak. Donaldy - nie.

 

Tekst znalazł się również na stronie www.wiadomosci24.pl 

Zmieniony ( 06.03.2008. )
 
następny artykuł »
?>