W matni Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: 'Free Your Mind'   
21.02.2008.
W nie tak starym filmie "Rozgrywka" z udziałem Roberta de Niro oraz Edwarta Nortona (gra także Marlon Brando), ten pierwszy gra starego kasiarza (Wellsa), który planuje dokonać ostatniego skoku, zaś ten drugi, początkującego, narwanego nieco złodzieja (Tellera), chcącego wziąć udział w tymże skoku, ale jednocześnie zamierzającego uciec z łupem. Nie wchodząc w szczegóły, film kończy się w taki sposób, że Teller zdradza Wellsa i zwiewa z pakunkiem, jednakże staremu kasiarzowi udaje się wywinąć z opresji, no i dzwoni do młodego i zadowolonego z siebie złodziejaszka, który jest przekonany, że ma berło warte kilkadziesiąt milionów dolarów. Teller rozpakowuje i widzi stary wał korbowy, na który berło zostało podmienione przez Wellsa. I wpada w szał.

W podobnym stanie są wszyscy ci, którzy byli przekonani, że wystarczy wystawić do wiatru  kaczystów (odsuwając ich od władzy), a rządzenie stanie się tak proste, jak było za III RP, kiedy to gabinety administrowały, a oligarchowie wespół z ludźmi służb robili byznesy. Czy pamiętają Państwo szaleństwo, jakie panowało w sejmie poprzedniej kadencji, kiedy utworzyła się tęczowa koalicja? Wariant przyspieszonych wyborów (na który, jak wiemy, zgodził się także PiS - vide wzięcie Tellera na skok w "Rozgrywce") został zaproponowany dopiero wtedy, gdy PO odrzuciła propozycje innych ugrupowań, które gotowe były poprzeć rząd Tuska w dowolnym składzie, byleby ukrócić raz na zawsze dykaturę Kaczyńskiego. Pisałem wtedy, że PO "chce wziąć wszystko" i przecenia swoje możliwości, bo właśnie tamten wariant gwarantował o wiele szybsze "sprzątanie" po PiS-ie niż skracanie kadencji. Wspierana jednak think tankami najrozmaitszych proweniencji, PO, tak pewna była, że rozwali w drobny proch znienawidzone instytucje powołane przez PiS, że wolała sama capnąć berło, niż dzielić się łupem z kimkolwiek.

Teraz PO po rozpakowaniu wszystkiego trzyma w ręku wał korbowy. A. Macierewicz na dzisiejszej konferencji prasowej przypomniał o związkach J&S z wywiadem rosyjskim i osłonie, jaką zapewniali tej spółce J. Oleksy, W. Cimoszewicz oraz M. Belka. W tym kontekście, warto dodać, że zupełnie niedawno dowiedzieliśmy się też, iż owszem, jakiś Olin to może był, tylko nie sposób ustalić, kto zacz, na co zwraca uwagę S. Michalkiewicz. Skoro więc był, to gdzie jest? No ale mniejsza z tym.

Jednym głosem przemawia tylu reprezentantów tęczowej koalicji, że nie ma wątpliwości, że wpadli oni w szał z tego powodu, że to, co było najcenniejsze (i co do czego byli pewni, że "mają"), znalazło się poza ich zasięgiem. Najpierw okazało się, że nie do rozwalenia jest CBA (w pozostałych służbach "rach-ciach" rozpoczęto zmiany), potem okazało się, że nie do przejęcia są archiwa komisji weryfikacyjnej, teraz zaś okazuje się, że nie do rozwalenia jest SKW. Słowem, masakra. Nic, tylko wywijać wałem korbowym. Oczywiście, SKW rozwalić można i wielu nie tylko redaktorów i czytelników "Trybuny" twierdzi, że trzeba, ale jak tego dokonać? Wszystkie dotychczasowe akcje przeciekowe obracają się przeciwko manipulatorom, co jedynie pogorsza i ich sytuację, i ich samopoczucie.

Sprawa bowiem rozbija się już nie tylko o to, jak przejąć berło, czyli "czarną skrzynkę" po WSI, ani nie o to, jak się pozbyć zupełnie nowych, niezwiązanych ze służbami sowieckimi i posowieckimi "ludzi Macierewicza" (tych setek harcerzy i dziennikarzy, jak to przedstawiają eksperci), lecz przede wszystkim o to, jak teraz potraktować tych wszystkich zweryfikowanych pracowników dawnych służb? Macierewicz mówi o dziewięciuset pozytywnie zweryfikowanych posiadających zaświadczenia i kilkuset czekających wyłącznie na poświadczenie "(...) którego nie można wydać dlatego, że pan pułkownik Reszka zablokował system komputerowy i nie można tego dokonać – bo to jest ściśle tajna informacja, poświadczenia wydaje się w trybie ściśle tajnym."

Nic więc dziwnego, że jedyne, co w tej sytuacji mogli zrobić możnowładcy, to było po prostu zablokowanie  weryfikacji: "To, że obecne władze administracyjne blokują weryfikację – tak, mogę w pełni to potwierdzić. Rzeczywiście jest tak, że poprzez wycofanie obsady kancelaryjnej, przez blokownie systemu komputerowego, zabieranie poświadczeń bezpieczeństwa członkom Komisji Weryfikacyjnej i innego typu szykany, jest blokowane, jest uniemożliwione. Ja jednak mam nadzieję, ze władze SKW się opamiętają i ta blokada zostanie zdjęta a weryfikacja dokończona, bo niedużo już brakuje."

Nie sposób zapewne dociec ludziom Układu, jakie są ustalenia komisji weryfikacyjnej, czyli mówiąc wprost: kto jest swój, a kto nie. Innymi słowy, tych, którzy zostali włączeni w struktury SKW traktuje się jako przewerbowanych, wobec tego niebezpiecznych także dla starych struktur WSW, II Zarządu Sztabu Generalnego i WSI. Jest to o tyle groteskowe, że służby skonstruowane programowo jako wolne od związków z Rosją, traktuje się jako niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju. Niezłe, doprawdy. Pytanie więc, kto to bezpieczeństwo kraju obecnie definiuje? Grzegorz Reszka? Paweł Reszka? Kto jeszcze?

 

Tekst znalazł się również na www.freeyourmind.salon24.pl 

Zmieniony ( 21.02.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
?>