Amber? To chyba dla zmylenia przeciwnika Utwórz PDF Drukuj Wyślij znajomemu
Autor: Andrzej Szczęśniak   
01.02.2008.
Po wypowiedzi premiera Pawlaka, kolejny raz słychać o planach wizyty premiera Tuska w Moskwie. Jak pisze red. Bielecki z Brukseli, rurociąg Amber ma być odpowiedzią na Nord Stream.

Po wypowiedzi premiera Pawlaka, kolejny raz słychać o planach wizyty premiera Tuska w Moskwie. Jak pisze red. Bielecki z Brukseli, rurociąg Amber ma być odpowiedzią na Nord Stream.
Cytuję: Dziennik za wp.pl

Donald Tusk podczas spotkania na Kremlu 8 lutego zaproponuje Władimirowi Putinowi budowę gazociągu przez republiki bałtyckie i Polskę o połowę tańszego niż pod Bałtykiem
- dowiaduje się “Dziennik”. W przeciwieństwie do istniejącego rurociągu Jamał, proponowany przez polskiego premiera gazociąg przebiegałby w całości przez kraje UE - Estonię, Łotwę i Litwę, Polskę i Niemcy. Według ekspertów wypowiadających się dla “Dziennika” daje to gwarancję, że w odróżnieniu od Białorusi czy Ukrainy, kraje te nie będą zawyżać opłat tranzytowych czy wstrzymywać przesyłu gazu, bo muszą respektować europejskie prawo energetyczne.

Asem Tuska podczas rozmowy z Putinem, jest zdaniem gazety, różnica kosztów projektu. Polscy eksperci obliczają, że koszt gazu dostarczanego do Niemiec drogą lądową będzie dwukrotnie mniejszy, niż jeśli rurociąg zostanie poprowadzony po dnie Bałtyku.

Lekko przetarłem oczy ze zdziwienia. Chociaż nie powinienem, gdyż już wcześniej zapowiadał to premier Pawlak.

Jednak wciąż mam nadzieję, że to tylko mylenie tropów i z prawdziwą (sensacyjną propozycją pan premier Tusk wyjdzie dopiero na spotkaniu z prezydentem Putinem. Na to wskazywałby zasada nie wykładania kart przed rozgrywką…

Moje zdziwienie bierze się stąd, że projekt Amber jest bardzo enigmatycznym pomysłem, o którym mogę wygłosić z dużą dozą pewności następującą tezę:

Amber nie ma szans powodzenia. Dlaczego?

Krótko o historii tego pomysłu (trudno używać słowa “projekt”, gdyż żadnych kształtów realnych nigdy nie przybrał). O rurociągu “Amber” dużo od wielu lat “rozmawiano”. Jego początki pochodzą z zupełnie innego projektu: za AWS-u “myślało się” o nim jako o możliwości transportu gazu, ale… z Morza Północnego do Polski, a dalej - do krajów bałtyckich. Rozpoczęto prace badawcze i… nic. Wyglądał on mało realnie, gdyż transport duńskiego gazu na wschód przypomina “wożenie drewna do lasu”.

Dopiero nieco później pomysł zmienił kierunek dostaw (z Rosji na zachód), nie nabierając jednak bardziej konkretnych kształtów. Teraz pojawił się jako konkurencja wobec Nord Stream.

To projekt ponad politycznymi podziałami - popierany przez rząd SLD w 2005r.: 31 sierpnia 2005 resort gospodarki informował, że “Ministerstwo popiera natomiast budowę drugiej nitki gazociągu Jamał i gazociągu Amber, biegnącego przez kraje bałtyckie”.

Także przez PiS (17.01.2006): “pełnomocnik rządu do spraw dywersyfikacji dostaw ropy naftowej i gazu Piotr Naimski: Wśród możliwych rozwiązań jest powrót do budowy drugiej nitki gazociągu jamalskiego lub ułożenie magistrali Amber przez Estonię, Łotwę, Litwę do Polski, i dalej do Europy Zachodniej. Na korzyść drugiej opcji przemawiają także koszty inwestycji. Według ekspertów, projekt gazociągu po dnie Bałtyku będzie dwa-trzy razy droższy od budowy drugiej nitki magistrali Jamał-Europa przez terytorium Polski”. Jednak rząd PiS-u nie interesował się zbytnio współpracą z Rosją, więc projekt nie był forsowany. Obecnie pomysł odrodził się pod rządami PO i PSL jako kontr-oferta dla Nord Stream.

Bo cóż w rzeczywistości “Amber” oznacza dla Rosjan, Niemców i Holendrów? Przy proponowaniu nowych rozwiązań trzeba pamiętać o pewnych uwarunkowaniach. Opiszę jedno polityczne i jedno gospodarcze.

1. O trasie rurociągu głos decydujący mają dostawcy i odbiorcy gazu.
Próby zmuszenia Rosji i Niemiec do zmiany trasy z jednoczesnymi oświadczeniami prezydenta Kaczyńskiego, że “naszym celem jest, by biegł on przez Polskę” - wyglądały na polityczne wymuszanie naszych warunków, czyli szantaż. Tak też odbierane jest rozgrywanie argumentów ekologicznych przez Polskę.

Jest to ważny aspekt, gdyż priorytetem budowy Nord Stream jest zminimalizowanie wpływu państw tranzytowych. Można nazywać to “upolitycznieniem”, ale wystarczy spojrzeć, o ile taniej gaz kupują w Rosji tak ważne kraje tranzytowe jak Białoruś czy Ukraina, by zdać sobie sprawę z ekonomicznego wymiaru siły państw pośredniczących w dostawach. Dlatego wszelkiego rodzaju naciski mogły tym bardziej zniechęcać Rosjan i Niemców (a dzisiaj i Holendrów) do rozmów. Dzisiejsze pomysły pani premier Tymoszenko podniesienia taryf tranzytowych prawie 6-krotnie - nie nastraja odbiorców gazu do ulegania naciskom państw tranzytowych.

Propozycja premiera Tuska nie wnosi nic pozytywnego dla dostawców czy odbiorców gazu z Nord Stream. Zmienia uzależnienie od Ukrainy na uzależnienie od krajów bałtyckich. Konflikty Rosji ze swoimi dawnymi republikami są powszechne znane. Ostatnie żądania Prezydenta Adamkusa 28 miliardów $ rekompensat od Rosji za okupację - są potężnym argumentem, by unikać tego regionu w tak strategicznych inwestycjach.

Politycznie więc, pomysł “Amber” pogarsza sytuację przede wszystkim Rosji, ale także odbiorców. A co z ekonomią?

Dwa lata temu twierdzono (17.01.2006): “Według ekspertów, projekt gazociągu po dnie Bałtyku będzie dwa-trzy razy droższy od budowy drugiej nitki magistrali Jamał-Europa przez terytorium Polski”. Dzisiaj eksperci mówią to samo. Ale mówią bez żadnych konkretów, gdyż w sprawie “Amber” nie wykonano nawet studium opłacalności. Powtarzanie kwot - 2,5 miliarda $, które są od kilku lat takie same, gdy przez ten czas koszty budowy rurociągów wzrosły znacząco… no, delikatnie mówiąc - nie jest przekonujące.

To dobrze, że dzisiaj podnoszone są aspekty ekonomiczne. Jest to odtrutka na ciągle powtarzaną tezę, że jest to “projekt polityczny”. Jednak kalkulacja ekonomiczna musi być poważna. Nie można w takich sprawach blefować.

Po pierwsze koszty 12 miliardów $ nie odnosi się jedynie do części morskiej. Na część morską przypada 5,7 mld$, na część lądową w Rosji - 6 mld$. Tak więc “Amber” można porównywać z częścią morską. A i to porównanie wydaje się poważnie “naciągnięte”.

Po drugie rurociąg to nie tylko koszty budowy:

Nordstream/Fot. szczesniak.pl

Wg tej analizy

    - nakłady kapitałowe (CAPEX) rurociągu Nord Stream są wyższe o 30%.
    - koszty operacyjne (OPEX) rurociągu morskiego są niższe od naziemnego w stosunku 100 do 190. (przyjęto 25 lat jako okres obliczeń)
    - koszty sumaryczne rurociągu Nord Stream są 15% niższe od alternatywy lądowej.

Nie można operować tylko kosztem budowy. Trzeba brać po uwagę operacyjne koszty funkcjonowania (opex). Oczywiście Polska jest tym zainteresowana, bo są to pieniądze za przesył gazu przez teren Polski. Ale argumenty nie mogą być nierealistyczne (delikatnie mówiąc). A premier Donald Tusk mówił ostatnio tygodnikowi “Newsweek” o “trzykrotnie droższym niż rurociąg przez Polskę”.

Podsumowując: myślę, że rząd Polski jest w sytuacji, gdy politycznie nie może “zejść z linii” bezpieczeństwa energetycznego i krytyki “Nord Stream”. Że zostałoby to odebrane jako “zdrada” i wykorzystane przez opozycję. Jedna jest droga donikąd. Skazująca nas jedynie na konflikty i straty. Jedyną szansą na radykalną zmianę byłby odwrót od złej tradycji ostatnich lat przez urealnienie polskiej polityki energetycznej. Lepiej porzucić nierealne cele (blokowanie gazociągu przez Bałtyk) i wypracować realne korzyści, które Polska może wynegocjować od Rosji. Oczywiście oferując w zamian inne korzyści.

Jak już raz pisałem - bardzo pilne jest odwrócenie fatalnych skutków negocjacji PGNiG z Gazpromem z listopada 2006. Polska płaci za tę sytuację potężne pieniądze - nieoficjalnie padają kwoty rzędu 340 mln $ w 2007r.. A jest to sytuacja, którą obecny minister skarbu - Aleksander Grad zna doskonale. Sam zwracał się do ministra Jasińskiego z zapytaniem poselskim w tej sprawie. Choćby tę sprawę trzeba podnieść i wygrać. To jest sprawa bardzo realna. Za taką kwotę corocznie można postawić jeden gazoport.

Mam także kilka innych propozycji, ale uważam, że nie należy zgrywać tych niewielu kart, które są w polskich rękach. Gdyby było trzeba - jestem do dyspozycji. Ale bez większych nadziei na odzew.

Tekst ukazał się również na stronie www.szczesniak.blogbank.pl

Zmieniony ( 02.02.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
?>