|
Sytuacja w Stanach Zjednoczonych powoli się porządkuje co wcale nie oznacza, że jest spokojniej podczas tej zaciętej kampanii wyborczej. W Polsce kampania wyborcza się skończyła, ale walka wciąż trwa. Oczywiście, między największymi partiami politycznymi i ich liderami. Gdy nadchodzi moda na krytykowanie rządu, ja nie ulegam modzie i mimo, że zazwyczaj jestem krytyczny wobec wszelkich władz, podejmuje się obrony Donalda Tuska.
Raport przygotowany przez Advocem.net o sytuacji przedwyborczej w Stanach Zjednoczonych mimo, że częściowo się zdezaktualizował, wciąż zawiera tezę, która co raz bardziej się potwierdza - sytuacja zaczyna się porządkować. Znamy w końcu dwóch kandydatów, z których jeden na pewno zostanie nominowany jako przedstawiciel Republikanów w jesiennych wyborach prezydenckich - będzie to albo John McCain, który uzyskał ostatnio poparcie Rudy'ego Giulianiego i Arnolda Schwarzenegera, albo Mitt Romney. Polskojęzyczni blogerzy ze Stanów (w tym związany z "Gazetą Wyborczą", Marcin Gadziński), twierdzą, że wiadomo kto będzie kandydatem Grand Old Party (Republikanie) na prezydenta USA. Czy mają rację? Zdaniem polemistów, sytuacja może się jeszcze odwrócić, tak jak to się działo do tej pory - nie wiadomo zatem kto, z imienia i nazwiska, zostanie nominacje republikańską. Wiadomo jedynie, że będzie to ktoś ze wspomnianej dwójki.
Również po stronie Demokratów, zachodzą zmiany i trwa pewna selekcja naturalna wśród kandydatów, choć od początku niemal sytuacja w tamtym obozie była bardzo przejrzysta. Wycofał się John Edwards, w większości prawyborów zajmujący trzecie miejsca. Wielu publicystów i dziennikarzy czekało wręcz na ten moment, warto nawet zwrócić uwagę na słowa na blogu Gadzińskiego, że "nareszcie", były kandydat na wiceprezydenta Stanów się wycofał. Zostaje tylko pytanie, kogo ten Demokrata poprze? Niemal wszystko wskazuje na to, że Baracka Obamę. Jednocześnie, wszystko wskazuje na to, że na razie tego nie zrobi - można powiedzieć, że czeka na propozycje od zostających w grze kandydatów. Spekuluje się, że zostanie prokuratorem generalnym w administracji Obamy, jednak czy te spekulacje się potwierdzą, o tym się przekonamy.
Innym faktem z kampanii po stronie demokratycznej, jest to, że niezależnie kogo poprze Edwards, jego wyborcy bardziej przekonani są do Obamy, z pewnością bowiem elektorat jaki podbierał byłej pierwszej damie, do niej nie wróci, tylko raczej może szukać czegoś nowego, jakiejś alternatywy - a taką może być porywający tłumy, Obama. Jednak biali, którzy w Południowej Karolinie zagłosowali na Edwardsa, mogą nie być już tak chętni do poparcia kandydata czarnoskórego. Waży się jednak także nie tyle program do slogany - w nich bliżej wyborcom Edwardsa raczej do Obamy. Jaka będzie decyzja ludzi dotychczas popierających Edwardsa? Dowiemy się 5 lutego ("Wielki Wtorek") z wyników w poszczególnych stanach.
***
Nadszedł czas na polemikę, po to zresztą powstał ten serwis – przypominam treść wstępu, który nie jest tylko nic nie wartym manifestem, a my bierzemy go na serio, zatem zapraszam do ewentualnych polemik, jeśli nie zgadzacie się z jakimś tekstem, proszę przesyłać redaktorom naczelnym swoje teksty, protestujące przeciw tezom zawartym w tekstach konkretnego autora. Oczywiście, nie musicie polemizować, aby przesyłać nam materiały – adresy się nie zmieniają i są dostępne w dziale „Redakcja”.
Polemika moja, skierowana jest głównie przeciwko tym z czytelników lub autorów, nie tylko tych piszących na advocem.net, którzy twierdzą, że rząd Donalda Tuska nie wywiązuje się ze swoich obietnic i że obiecany cud jest nierealnym. Zgadzam się z nimi – może dlatego, że nie mogła nastać żadna zasadnicza zmiana, skoro rządzi się krótko – trudno wymagać wielkich osiągnięć i zmian. To co napisze, zaliczy się do krytykowanych przez Marikę Przybył poglądów, że wszystko zostaje jeszcze pod wpływem minionej (a może właśnie nie) władzy Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipy z Prawa i Sprawiedliwości. Otóż, jak można dać podwyżki ot, tak – skoro budżet nie jest do końca wersją obecnej koalicji. Sama jest sobie zresztą winna. Nie mniej, żałosne są ujękiwania pisowców, że oni przygotowali jakieś tam poprawki dla celników. Świetną ripostę, mówiącemu tak P. Gosiewskiemu, zastosował Jarosław Gowin z Platformy, „no tak, gdyby PiS rządził trzy miesiące dłużej, wszystkie polskie problemy byłyby rozwiązane”. Oczywiście – nie zostałyby, jakby ktoś miał mieć wątpliwości jakiekolwiek.
Marika Przybył, wykpiwa posiedzenie w Kancelarii Premiera na temat tego, że były – jak pisze Przybył -„szumy” w telefonach pielęgniarek za czasów protestów latem przed kancelarią Kaczyńskiego. Rację przyznaje, Tusk powinien zająć się kwestiami przyszłościowymi, nie da się jednak uniknąć pracy bez rozliczenia win i zaniedbań ze strony poprzedników. Nie można przemilczeć tego co wyprawiała zeszła władza – ludzie chcieli wyjaśnień spraw tego o czym było głośno w czasie kampanii. Niech rząd pracuje, ale niech nie łamie obietnic. I zrobi co obiecał.
Nie rozumiem czemu też, iż jako zarzut wykazuje ekipie Tuska zaniedbanie rozliczań PRL, cóż mamy po tych wszystkich latach rozliczać? Jasne, niech sobie PiS zajmie się jakże istotną dla losów państwa dekomunizacją nazw polskich ulic. Nikt im nie broni niech, tylko proszę zwolenników PiS, nie mieszają w to wszystko rządu. Są ważniejsze sprawy – a gdy rząd daje się wpychać w takie konflikty, wypomina mu się, że zamiast pracować – obchodzą go tylko błahostki i zasłania się nimi przed problemami. Warto przy tym przypomnieć, że to nie premier wywołał kwestię nie poinformowania prezydenta o tragedii w Mirosławcu, a urzędnicy prezydenccy – zresztą sami potem mówili, że nie zależy im na robieniu z tego afery. No, ale mleko się wylało.
***
Taka będzie forma mojego felietonu, będę poruszał zazwyczaj kilka kwestii – w szczególności ciekawą dla mnie kwestię kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych. Niestety nie ma możliwości komentowania tekstów, jednak zapraszam do polemiki. |